3d – Z Shengjin do Kanionu Ossumi – nad brudną rzeką

Przejeżdżamy koło Parku Narodowego Tomorri, którego najwyższy szczyt, Çuka e Partizanit, ma 2,416 m. Tomorr był olbrzymem, który pobił się o kobietę z innym olbrzymem. Pozabijali się nawzajem, a z łez kobiety powstała rzeka Ossumi, która co chwila pojawia się na tych zdjęciach.

Według przewodnika nie ma tu oznaczonych szlaków i „wycieczkę na główną grań można jednak polecić tylko doświadczonym turystom”.

Za Beratem, umocowana u podstawy góry, leży miejscowość Corovode, czyli Czarna Woda, znak tego, że dotarli tu tysiąc lat temu Bułgarzy. Kilkanaście kilometrów za tym kilkutysięcznym miasteczkiem będzie nasz kanion.

Zarówno przed jak i po Corovode, posuwamy się po kamienistej drodze z szybkością bałkańskiego żółwia.

Pojazdy kołowe były nieznane na Bałkanach aż do końca XVIII wieku. Jezernik pisze, że w drugiej połowie XIX wieku w Sarajewie były tylko dwa(!) powozy. Bałkany – kraina, gdzie drogi robią się „same”.

Do kanionu Ossumi docieramy koło 19:00.

Stajemy przy jakimś moście i nie bardzo wiemy co dalej – czy to jest już koniec kanionu czy nie. Nie ma żadnych drogowskazów, informacji, dosłownie nic – atrakcja jest turystycznie dziewicza. Zejścia na dół kanionu nie widać. Nie wiadomo co robić…

Wtedy obok nas parkuje jeep, z którego rozlega się polskie „Dzień dobry”. Wysiada mężczyzna w średnim wieku – z żoną i dziećmi jeździ po Albanii. Razem z nimi jest jeszcze jeden jeep. Znaleźli miejsce na nocleg dwa kilometry stąd nad rzeką. Czy dołączymy?

Wyrażam pewne wątpliwości, czy aby Octavia jest równie sprawna co jeep na stromych drogach spadających w dół kanionu, ale dostaję zapewnienie, że dam radę.

No to jedziemy teraz stukając i waląc o kamienie…

Łup! Łup!

Gdy docieramy na sam dół, wysiadam i patrzę pod spód auta. Oczywiście klapa ochraniająca podwozie ciągnie się po ziemi. Aż dziw, że nie odpadła po drodze.

Drugim problemem okazują się być kamieniste brzegi rzeki, absolutnie nie do przyjęcia dla namiotu. Z pomocą naszych nowych znajomych, udaje się jednak znaleźć miejsce pozbawione większej ilości otoczaków (te pozostałe zaraz usuniemy).

Niestety to jeszcze nie koniec mankamentów tego miejsca, bo tam gdzie nie ma kamieni, jest wszechobecny kurz, albo raczej pył. Włazi w każdą szparę i natychmiast brudzi wszystko. To jego niesie rzeka Ossumi i dlatego ma ona niespotykany, szary kolor jak ściek. Dla jeepów i śpiących w nich ludzi, to żaden problem, ale my czujemy się jakbyśmy mieli obozować w fabryce wapna.

Próby mycia przed snem, kończą się wątpliwą zabawą w szlamie. A z drugiej strony jest fajnie, bo to nowe doświadczenie: nigdy nie widziałem takiej paskudnej rzeki!

Z zazdrością patrzę jak nasi nowi znajomi organizują spanie, robiąc dwa piętra w tyle jeepa, tak, że mieszczą się tam 4 osoby. Kamienie i pył niestraszne…Terenowy liftbackowca nie zrozumie…

W raczej wisielczych nastrojach przygotowujemy się do spania, choć miejsce jest bardzo ładne. Humor poprawia nam informacja, że kierowca drugiego jeepa zna się trochę na mechanice i jutro z rana przymocuje nam klapę z powrotem. Trochę się zastanawiam czy po wyjechaniu na górę nie trzeba będzie jej montować po raz kolejny, ale złe myśli odpędza piwo i wymiana albańskich doświadczeń przy ognisku.

Zapada mi w głowie jedna z ich opowieści – jako przestroga. Było już po zmroku, a oni chcąc szybciej wrócić do hotelu, postanowili przebiec w poprzek parku w Durres.
– Nagle odwracam się, patrzę… Gdzie jest moja córka?! I co widzę? Widzę tylko jej głowę! Z ziemi wystaje tylko jej głowa!
Okazuje się, że wpadła do niezabezpieczonej dziury. Mieli dużo szczęścia, że otwór był na tyle szeroki i na tyle płytki, że nie połamała sobie czegoś lub się nie zabiła. Skończyło się na siniakach i ataku histerii. Ot, Albania… To nie jest kraj dla nieuważnych ludzi.

Kładziemy się spać z zamiarem wspólnej eksploracji kanionu Brudnej Rzeki z samego rana. Przypomina mi się jeszcze raz, wspomniana wcześniej legenda, iż z łez kobiety która straciła w walce dwóch adoratorów powstała rzeka Ossumi. Ergo, płakała szlamem. Jezu, jaki syf…

W nocy wychodzę na siku.
Dużo, dużo gwiazd. Żadnego światła, żadnego domu, nawet ptaka nie słychać ani owada. Wszystko umarło na kilka godzin.

Od Republiki Wenecji we Włoszech, do której nawiązywałem w opisie dzisiejszego dnia, myśl biegnie mi do Wenecji koło Żnina, Muzeum Kolei Wąskotorowej, 25 lat temu. Kupujemy bilet za kilka złotych, który sprzedaje nam jakiś staruszek. Wagony, drezyny, ciuchcie i tory, jak można się domyślić, wąskie. Po godzinie, może mniej, wychodzimy. Staruszek leży na ławce przed kasą, jakaś kobieta przy nim. Już jest po wszystkim. Zawał serca. Tak właśnie może wyglądać śmierć w Wenecji. Tak może rożnież wyglądać wakacyjne wspomnienie.


CIĄG DALSZY>>>

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Albania i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „3d – Z Shengjin do Kanionu Ossumi – nad brudną rzeką

  1. balkanyrudej pisze:

    Kanion genialny, szkoda, że ani razu do niego nie dotarłam. Ale to pokazuje nadal jedno – mam w Albanii nadal sporo miejsc do zobaczenia i to mnie akurat cieszy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s