9b – Durrës – Ave Caesar morituri te salutant

Zatem Durrës
Nie mogłem się zdecydować czy tu w ogóle zaglądnąć. Ostatecznie zadecydowała chęć rzucenia okiem na naprawdę duże miasto Albanii (ok. 270 tys. mieszkańców z przedmieściami).

Przejazd przez starą cześć miasta wlecze się. Urozmaicamy go zatrzymaniem się w warsztacie samochodowym, tak aby po raz kolejny na tych wakacjach ktoś nam zamontował klapę pod podwoziem, wykończonym przez szutrówkę do Byllis. Tak jak poprzedni wyjazd stał pod znakiem „zgłobów”, czyli przegubów, tak ten zdominowała klapa. Ciekawe, co będzie za rok. Może silnik? 😦

Mechanicy są bardzo mili, biorą te swoje 20 złotych i możemy jechać dalej w kierunku centrum, zaopatrując się jeszcze w burki, jogurty i lody, oraz mijając tłumy plażowiczów udających się nad plaże lub z niej wracających.

Wreszcie parkujemy i pędzimy do najbliższej kafejki na tradycyjne „siku z kawą”. Kafejka jest jakaś dziwna… Ok, już widzę dlaczego: przeznaczona dla tych, którzy chcą tracić pieniądze w zakładach sportowych, ale kawę i toaletę mają jak najbardziej dobrą. Przypomina mi się krótki epizod z życia, gdy byłem na kursie krupierów. Wyniosłem z tego jedną prawdę: „Kasyno zawsze wygrywa.”

Po kwadransie przy „małej białej”, wywlekam rodzinę na upał i ruszamy w kierunku morza.

I tak mijamy ratusz (jego wieża jest aluzją do otomańskich wież zegarowych):

… i nowy meczet (stary zniszczyła kampania ateistyczna):

Są i pozostałości rzymskiego forum:

Opodal największy zachowany rzymski amfiteatr na Bałkanach, nie licząc tego w Puli (traktować Istrię jako Bałkany?!). Nie robi on takiego wrażenia jak ten chorwacki, ale też nie kosztuje nas 100 złotych, tylko jakieś 20 złotych.

Ciężko uwierzyć, że pozostałości amfiteatru odkryto dopiero w 1966.

Brak turystów…
Zostaliśmy niemal sami z duchami gladiatorów, dzikich zwierząt i ich ofiar…

Ave Caesar morituri te salutant…

Co do słynnego pozdrowienia zacytowanego powyżej: wszyscy niemal są przekonani, że tak pozdrawiali gladiatorzy cezara. Jest to nieprawdą…

Pozdrowienie takie użyte zostało najprawdopodobniej tylko raz, i to nie przez gladiatorów, ale skazańców zmuszonych brać udział w inscenizowanej przez cezara Klaudiusza, naumachii (bitwie morskiej), aby uczcić częściowe osuszenie Jeziora Fucyńskiego.

Dlaczego uważa się, że tego zwrotu użyto tylko raz?
Bo w całej antycznej literaturze jedyna wzmianka o tym pozdrowieniu jest tylko przy opisie tej bitwy

Żyjemy wśród tysięcy półprawd i nieprawd. Ale jak mamy dojść do prawy, jeśli prawie całe społeczeństwo podtrzymuje nieprawdę, jeśli wzmacnia tę nieprawdę kultura masowa (w filmie „Gladiator” to pozdrowienie też się pojawia)?

Dochodzenie do prawdy, wymaga aktywności. Ale jeśli rozum powstał do przetrwania, a nie do myślenia, to ten rodzaj aktywności jest zbędny. Przetrwanie polega na tym, aby się najeść, pokopulować i poleżeć na plaży. Szczególnie jak jest taki upał jak dziś.

Mówiąc jeszcze o kulturze masowej… Przyszło Wam do głowy, że ten rockowy hymn:

nawiązuje do „Ave Caesar morituri te salutant”? [„Those about to die” >> „Those about to rock”…]

Wracając do Durres, to odegrało ono ważną rolę w wojnach domowych dwóch antycznych mocarstw: Aten i Sparty. Kto dziś wie, że to wygnanie oligarchów z Epidamnos – jak wówczas nazywało się Durres – zapoczątkowało Wojnę Peloponeską?

Oligarchowie z Epidamnos poprosili o pomoc Korfu, a demokraci zwrócili się do Koryntu, no i zaczęła się prawie 30-letnia rozróba. A dlaczego szukano pomocy w tych dwóch miastach? Ano dlatego, że to z nich właśnie przypłynęli tutaj greccy koloniści by założyć miasto w VII w p.n.e..

Rzymianom, nazwa Epidamnos źle się kojarzyła (porównaj angielskie „damn”) i nazwali osadę Dyrrachium. (Co do nazw, to w latach 80-ych poprzedniego wieku miasto nazywało się Durrës-Enver Hoxha. W wolnym tłumaczeniu na polski, to mógłby być Kraków Józefa Stalina.)

W Dyrrachium zaczynała się słynna droga Via Egnatia, która prowadziła do Salonik, i dalej do Konstantynopola.


(z wiki)

To tu w 48 roku przed Chrystusem, Pompejusz wyrwał się z oblężenia i miał okazję rozbić oddziały Juliusza Cezara, ale nie poszedł za nimi. Albo uznał, że uciekające odziały wroga ciągną go w pułapkę, albo uważał, że i tak je już dostatecznie rozbił.

Miesiąc później mimo dwukrotnej przewagi nad Cezarem, Pompejusz sam został rozbity pod Farsalos, a półtora miesiąca później władca Egiptu ściął mu głowę i odesłał Cezarowi. Ech, gdybyśmy zawsze potrafili wykorzystać szanse jakie daje nam los (i pójść do szefa po podwyżkę w dniu jego słabości)…

Bizantyjskie mozaiki w podziemiach amfiteatru to pozostałości wczesnochrześcijańskiej bazyliki. Gdy chrześcijanie przejęli amfiteatr, na arenie urządzili cmentarz, z kolei Hodża, urządził tu później estradę.

A współcześnie?
Ano dziś, ja bym organizował tu „Tańce z gladiatorami”.

W Durres urodził się około 430 r. jeden z bizantyjskich cesarzy, Anastazjusz I, który zafundował miastu najsilniejsze fortyfikacje w zachodnich Bałkanach: mury po których mogło koło siebie jechać czterech jeźdźców. Obecne mury są jednak późniejsze, weneckie:

Idąc wzdłuż murów, przesuwamy się w kierunku nowoczesnej przystani. Gdzieś tutaj zginął sierżant Mujo Ulqinaku, gdy 7 kwietnia 1939 podczas włoskiej inwazji na Albanię – o której już pisałem wcześniej – Mujo, uzbrojony tylko w karabin maszynowy, zabił kilkudziesięciu Włochów, dopóki nie uciszył go pocisk artyleryjski. Był jednym z nielicznych oficerów, którzy próbowali walczyć, choć miał mnóstwo czasu by się poddać, albo uciec.

W sumie 360 Albańczyków, głównie żandarmi i zwykli mieszkańcy, z trzema karabinami maszynowymi stawiało w Durres opór przez kilka godzin, dopóki Włosi nie ściągnęli z okrętów czołgi.

Gdyby Mujo dysponował czołgiem, Włosi musieliby zapewne użyć bomby atomowej.

Trąbiące samochody z młodą parą to bardzo charakterystyczny widok w Albanii:

Włoska inwazja powtórzyła się w 1991, kiedy po upadku komunizmu Albańczycy właśnie z tego portu rzucili się do masowych ucieczek do Włoch. Aby temu zapobiec, port oddano pod wojskową kontrolę sąsiada zza Adriatyku.

W 1997 Włosi wylądowali ponownie w ramach „Operacji Alba”, gdy Albanię opanowały zamieszki i anarchia, bo ludzie potracili swoje oszczędności w systemach argentyńskich. To wtedy obrabowano też tutejsze muzeum archeologiczne. „Operacja Alba” była jedyną międzynarodową misją, w której Włosi grali przywódczą rolę. 🙂

Każdy kraj powinien mieć swoją Albanię, aby leczyć mocarstwowe kompleksy.

Na plażę nie wybieramy się – te koło miasta są nieźle zanieczyszczone, ale te na północ od niego podobno czyste. Cała Tirana jeździ tutaj odpoczywać, co widać było po tłumach wczasowiczów, gdy przejeżdżaliśmy przez miasto.

Kawiarenka na szczycie wieży. Gdzie ja to już widziałem? Na pewno w Porec (Istria), choć miejsc takich zapewne znajdzie się sporo. Jakoś dzisiaj wszystko kojarzy mi się z Istrią…

A zwróciliście uwagę jak powyższy wieżowiec z tyłu, nawiązuje architektonicznie do weneckiej wieży?!

Frasheri – najelegantsza ulica miasta z kilkoma secesyjnymi budynkami oferuje kilka kawiarni z lodami. Kupujemy gałkowe na wynos – największą atrakcją jest wsadzona w nie albańska flaga. (Do dziś jeździ ze mną wetknięta za środkowe lusterko.)

Wpatruję się w czerwoną flagę z dwugłowym orłem, niemal taką samą jak ta, którą używał Skanderbeg walcząc przeciw Turkom, i już wiem dokąd udamy się na trzecią atrakcję dnia…


CIĄG DALSZY>>>

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Albania i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s