9c – Kruje i Szkodra – ze Skanderbegiem w tle

Po lewej stoi Skanderbeg. Z jego pomocą mam nadzieję zakończyć dziś tę relację. Alkohol zapewnia stan rozciumciania, akurat dobry na taki epizod, gdzie nic specjalnego się nie wydarzyło, a trzeba posuwać się z tekstem do przodu.

Na epizody bogatsze we wrażenia lepsza wydaje się być amfetamina.

Osobowości ludzkie też zapewne dałoby się podzielić na te dążące do rozmycia, i na te dążące do wyostrzenia umysłu. Można sobie wyobrazić sklep przyszłości, gdzie klient wchodzi i wybiera między alkoholem a amfetaminą.

Obecne próby legalizacji odurzania prowadzą do rozszerzenia asortymentu artykułów rozciumciających, raczej niż do wprowadzenia tych wyostrzających umysł. Sprzedaje się legalnie alkohol, który uzależnia fizycznie i psychicznie, a nie sprzedaje się amfetaminy, która może uzależnić psychicznie, ale nie fizycznie.

Mogę łatwo zrozumieć dlaczego rządzącym niezbyt zależy, aby ludzie postrzegali świat z większa ostrością.

Teoretyczny dylemat w kontekście amfetaminy: lepiej przeżyć 30 lat z euforią dwa razy na tydzień, czy 60 lat z euforią raz na 5 lub 10 lat? Czy wojownicy w armii Aleksandra Wielkiego, w ciągu kilkunastu lat walki, triumfujący co chwila w kolejnych potyczkach, upojeni krwią, sławą i zwycięstwem, nie byli blisko tej pierwszej wersji przeżycia życia?

Niech tam …, nieważne.
Z pomocą Skanderbega, przejdźmy do rzeczy.

KRUJE – ZAMEK SKANDERBEGA 

Rok 1450 – sułtan przegrywa po raz pierwszy 
Murad II – znany nam z tego, że 6 lat wcześniej pokonał Władysława Warneńczyka pod Warną – z armią 100-150 tysięcy ludzi próbuje zająć zamek w Kruje, który broni tylko 1,5-tysięczna załoga.

Skanderbega nie ma w środku fortecy, ale z zewnątrz gnębi siły sułtana podjazdową walką.
Murad II wycofuje się.

Powoli wjeżdżamy pod górę doceniając strategiczne położenie zamku w Kruje: z tyłu wysoki masyw, z przodu bardzo strome zbocze.

Wbrew swoim zwyczajom decydujemy się zapłacić za parking, a następnie przechodzimy kilkaset metrów do zamku, mijając pomnik Skanderbega.

Skanderbeg Kastrioti rodzi się w okolicy Kruje – 5 lat przed bitwą pod Grunwaldem. Zdaniem pewnego szwajcarskiego historyka (nazwisko mi uciekło, sami szukajcie jak Wam się chce), który wydał w 2009 krytyczną biografię albańskiego wodza, matka jego była Serbką, a nazwa rodowa Kastrioti ma greckie korzenie.

W Albanii przyjęto odkrycia Szwajcara z tą samą radością, która byłaby w Polsce, jakby pojawiły się ustalenia, że Jan Paweł II miał matkę Żydówkę, a ojciec jego był Niemcem.

Zanim dojdzie się do zamku, warto wdepnąć na bazarowa uliczkę o wschodnim klimacie. No, może sprzedawcy są tylko trochę mało nachalni jak na Orient…

Jakbym nie pogonił swoich kobiet, wizyta w Kruje, zakończyłaby się tutaj, mimo, że ceny nie wydaja mi się atrakcyjne.

Może właśnie brak cenowych okazji, odpowiada za marazm w niektórych kramach?

Może zacząć specjalizować się w fotografowaniu anatomicznych anomalii? (Patrz zdjęcie Transylwanki w wątku rumuńskim.)

Rok 1466 – sułtan przegrywa po raz drugi.
Mehmed Zdobywca, syn Murada II, przez prawie rok próbuje zająć Kruję.
Ostatecznie wycofuje się, a zostawione przez niego odziały kontynuujące oblężenie, Skanderbeg rozbija.

Wejście na zamek wydaje się być kontynuacją bazarowej uliczki.

Zamek jest rekonstrukcją, zaprojektowaną przez córkę Envera Hodży, Pranverę, w oparciu o jakoby oryginalne opisy i rysunki, .

Nasuwa mi się neoromańska Baszta Rybacka z Budapesztu. Ten zamek też jest taki neośredniowieczny, Disneylandowy…
Kiczowaty…

Wracając jednak do naszego bohatera: jak typowy Albańczyk, wstępuje do szkoły wojskowej i z powodzeniem służy w armii otomańskiej.

Dopiero po śmierci ojca opuszcza wojska sułtana, który bez powodzenia ściera się z armią Hunyadiego, kolejnego wielkiego wodza tej epoki.

Ten węgierski wódz dowodzi oddziałami naszego Władysława Warneńczyka tak zręcznie, że zapewne kiełkuje w głowie Skanderbega myśl, że i on sam będzie w stanie bić wojska sułtana.

I tak, Skanderbeg ucieka z 300 ludźmi do Albanii, zajmuje Kruje i zaczyna jednoczyć Albańczyków przeciw Turkom.

Ciekawy jest tytuł, który papież nadał Skanderbegowi i Hunyadiemu: Athleta Christi (coś jak „rycerz/mistrz Chrystusa”. Zwano tak obrońców chrześcijaństwa. A miał się papież czego bać, bo przecież ledwo co upadł Konstantynopol i zwierzchnik zachodniego chrześcijaństwa zapewne już widział siebie na łasce sułtana wkraczającego do Rzymu.

(Hmm, widzę w Polsce jednego, bardzo bojowego, kandydata do tytułu „Athleta Christi”. 🙂 )

Gdy Albańczyk jeszcze służył Otomanom, sułtan nadał mu tytuł Iskander Bey, czyli „wodza Aleksandra” (aluzja do Aleksandra Wielkiego). Po albańsku brzmi to Skënderbeu, a stąd już tylko krok do Skanderbeg. Do tego momentu Skanderbeg funkcjonował jako Gjergj Kastrioti , czego polskim tłumaczeniem jest Jerzy Kastriota.

Dzisiaj „rekonstrukcja” zamku mieści muzeum, poświęcone – sami wiecie komu… (Za bileciki płaci się osobno i jest jakaś – bodaj godzinna – przerwa w jego funkcjonowaniu za dnia.)

O dziwo, nie wolno wnętrz fotografować. Może bym nie był zaskoczony, gdyby nie fakt, że większość obiektów to repliki – takie same rekonstrukcje jak i zamek..

Muzeum warto zobaczyć, aby zdać sobie sprawę z rozmiaru kultu, jakim Skanderbeg jest tutaj otaczany. Ze zdziwieniem zauważam jak moje dzieci z dużym zainteresowaniem oglądają te wszystkie artefakty i jak wciąga ich historia Albańczyka. Widać prawdziwa moc herosa wciąż promieniuje pomimo nieudolnej rekonstrukcji i kopii…

Kto wie czy obaj wspomniani wodzowie nie ocalili dzisiejsze Włochy, Austrię, a może i Polskę od tureckiej inwazji już w XV wieku.

Sława Skanderbega była w przeszłości jeszcze większa niż dzisiaj – jako obrońcy Europy i chrześcijaństwa. Pisano o nim poematy, opery (Vivaldi), książki (Disraeli), malowano portrety. Nawet faszyści uczcili go, nazywając jego imieniem oddział Wafen-SS, do którego wcielili Albańczyków. 🙂

Są i tacy, którzy twierdzą, że Wielka Porta nie podbiła Albanii wcześniej nie dlatego, iż nie potrafiła, tylko dlatego, że miała poważniejsze sprawy na głowie, a Albania nie była dla nich wystarczająco łakomym kąskiem. Jednak nie roztrząsajcie tej wersji z tubylcami, gdy już będziecie tutaj.

Po opuszczeniu zamku, za kilka dodatkowych złotych wchodzimy do muzeum etnograficznego – przykład typowego albańskiego domu, gdzie też nie wolno fotografować.

Rok 1467 – sułtan przegrywa po raz trzeci.
Ledwo dwa miesiące minęły od ostatniego oblężenia, a wojska otomańskie, tym razem prowadzone przez wielkiego wezyra znowu przez kilka dni oblegają Kruję, aby po kilku dniach się wycofać.
Skanderbeg atakuje wojska tureckie zanim te zbliżą się do miasta, a potem chowa się w góry. 

Po wyjściu z muzeum rzucam hasło, aby poszwędać się po podgrodziu. Nie jest tak rozległe i klimatyczne jak to w Beracie, ale udaje nam się trafić na kilka nastrojowych zaułków.

17 stycznia 1468, w sąsiednim Lezhy, Skanderbeg umiera na malarię.
(Tak mi się skojarzyło, że Aleksander Wielki, jego imiennik, też podobno umarł na tę chorobę…)

Rok 1478 – 10 lat po śmierci Skanderbega, Mehmed Zdobywca po raz czwarty oblega Kruje.
Sułtan tkwi tam prawie rok, próbując wziąć zamek głodem.

Jeszcze tylko rzut oka na zamknięty meczet bektaszytów i opuścimy terenu zamku w Kruje:

I tak oto natrafiamy na tunel, który prowadzi w dół stromego zbocza. Znany jest tylko tubylcom ( i być może niektórym przewodnikom 🙂 ) – pozwala wejść na twierdzę bez płacenia biletu.

Może lepiej nie chodźmy tam.
Co, jeśli to tunel do innego wymiaru, do równoległego wszechświata?
Albo jeszcze gorzej: co, jeśli to tunel, jaki podobno dostrzegamy w oddali, gdy umieramy?

Momencik, tę bramę już gdzieś widziałem, w innym mieście, w innym czasie…

Jeden ze skutków działania amfetaminy: desynchronizuje półkule mózgowe.

Od miesięcy dochodzą do nas wiadomości, że tam na południu, Kruje się broni. Mamy od Stwórcy kilka miesięcy, aby wzmocnić fortyfikacje naszej twierdzy w Szkodrze o dodatkowy pas murów.

Zastanawiamy się ile dział Turek tu ściągnie. Ludzie mówią, że pod Konstantynopolem miał ich ponad siedemdziesiąt. Wiadomo, że na świecie nie było murów równie wspaniałych i potężnych jak te w stolicy Bizancjum, a jednak miasto broniło się marne sześć tygodni.

Ile wytrzyma Kruje? Ile wytrzymamy my, tutaj w Szkodrze?

14 maja.
Dni stają się coraz gorętsze.
Liczyłem dziś ilu chłopa mamy za murami. Jest nas tu ledwo 2000 głów – Albańczyków i Wenecjan, trochę kobiet.

Po południu pojawiły się pierwsze oddziały otomańskie. Nie ma z nimi sułtana, który wciąż próbuje zdobyć Kruje.
W oddali wznoszą się dymy – podpalili wioski w okolicy. Otwarliśmy bramy dla kilkudziesięciu uciekinierów.

Wszyscy rzuciliśmy się z trwogą do sprawdzania murów kamień po kamieniu i dodatkowego zabezpieczenia słabych miejsc. Lada chwila nie będzie to niemożliwe.

Minęło pięć dni.
Pasha Rumelii, Koca Davud Pasha, rozbił swój obóz na wzgórzu na północ od twierdzy. W pobliżu ustawiają działa. Z tej wysokości będą mieli nas jak na dłoni. Wielki strach zagląda nam w oczy. Niech już zaczną strzelać!

16 czerwca 1478.
Nadeszły wieści, że Kruja padła. Wzięli ich głodem i fałszywą obietnicą.

Dwa dni później przyszli tureccy posłowie z propozycją poddania się. Straszyli nas torturami i śmiercią jak się nie poddamy, a oni twierdzę zdobędą. Wieści z Kruje dotarły do nas, że tam też obrońcom twierdzy obiecano życie. Dlatego się poddali. Słowo Turka okazało się jednak gówno warte – wszystkich stracono!

Będziemy walczyć! Niech Pan ma nas w opiece!

Niemal codziennie napływają kolejne oddziały pogan. Patrzymy jak przeprawiają się przez Drinę i Bunę. Tysiącami przesuwają się, jak jakaś nieznana biblijna plaga. Wydaje się, że może ich być nawet 350 tysięcy.

1 lipca.
Z Kruje przybył sam sułtan, Mehmed Zdobywca. A z nim główne siły…

Już od miesiąca strzelają do nas. Armat jest na szczęście tylko kilkanaście, ale i tak zieją straszliwym ogniem i eksplodują kulami z siarką, szmatami i oliwą, jakich nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Niemal co chwila jest pożar, który trzeba gasić.

Próbowaliśmy dzisiaj liczyć ilość wystrzałów. Nie możemy się zgodzić, bo jednym wyszło coś koło 2 500, a innym 3 200. Oprócz armat strzelają łucznicy.
I tak dzień w dzień.

11 lipca.
Dziś nastąpił pierwszy atak lądowy. Mogło w nim być i 100 tysięcy Turków.
Odparliśmy ich!

A potem drugi, trzeci, czwarty atak. Za każdym razem setki barbarzyńców giną lub cofają się z połamanymi rękami, nogami, ranami od smoły, strzał i kamieni.

27 lipca.
Piąty atak lądem. Sułtan kazał strzelać działom na styk atakujących Turków i naszych ludzi nie bacząc na to, że masakruje znaczne ilości swojej armii. Ale cóż, jest ich tyle, że może sobie na to pozwolić.

Znowu ich odparliśmy!
Wieczorem znaleźliśmy kota, który wyskoczył z kryjówki w czasie ataku.
Miał w ciele 11 strzał.

Koniec września.
Sułtan odpuścił ataki naziemne i ogranicza się do ostrzału armatniego. W międzyczasie zdobył kilka twierdz w pobliżu.

Dziś obserwowaliśmy jak Turcy przejęli dwie weneckie galery, które wpłynęły na Drin. Potem sprowadzili pod twierdzę 200 pojmanych nieszczęśników i ścięli im głowy na naszych oczach, tak abyśmy wiedzieli, że nas też to wkrótce czeka.

Chwalmy wszyscy Pana! Sułtan zabiera część wojsk i odchodzi!
Czy będą chcieli nas wziąć głodem tak jak tych w Kruje?

Listopad.
Ludzie biją się o szczury i myszy.
Koty już dawno zjedliśmy.

Styczeń 1497.
To koniec. Ostatnia albańska twierdza, nasza twierdza w Szkodrze, musi się poddać!

Wenecja dogadała się z Turkami, że Szkodra przejdzie w tureckie ręce.
My, obrońcy, będziemy mogli opuścić twierdzę żywi. Zostało nas pewnie sześć setek. Sułtan stracił jakieś kilkanaście tysięcy ludzi.
Wygraliśmy i przegraliśmy zarazem…

Teraz musimy podjąć decyzję czy uciekać do Italii czy zostać tu w Albanii. Większość mówi o tym pierwszym, ale ja myślę, co by zostać wśród swoich.

Traktat z Turkami ratyfikowany. Dziś opuszczamy twierdzę.
Zabieram z murów mój talizman, który tak jak i ja, przetrwał nienaruszony. Decyzja zapadła: część z nas nie chce złożyć broni. Ujdziemy w widoczne w oddali góry. Wcześniej czy później przecież przepędzimy niewiernych!

…desynchronizuje półkule mózgowe…

Głos muezina wypełnia mroczne popołudniowe powietrze, wznosi się i opada, przewierca brzuch, wypełnia lękiem i tęsknotą. W Koranie podobno nie ma słowa miłość i ktoś gdzieś napisał, że to zimna i matematyczna religia, z czym w tym momencie bym się absolutnie zgodził i … temu wyrachowaniu uległ.

Czarne chmury gromadzą się nad twierdzą, obiecując pierwszy deszcz na tej wyprawie. Musimy zatem się zbierać, zejść do auta i zdążyć na kemping w Shengjin. Przed nami kilka ciekawie zapowiadających się dni w Albanii…


CIĄG DALSZY>>>

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Albania i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „9c – Kruje i Szkodra – ze Skanderbegiem w tle

  1. Pingback: TOP 10 ALBANIA – największe atrakcje turystyczne Albanii | Zaplanuj Twoją podróż po Bałkanach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s