18e – Jezioro Butrint i Ksamil

Do Sarandy, albańskiego Sopotu, nie zaglądamy. Droga z Sarandy do Ksamil, której surowy charakter budził grozę kierowców jeszcze kilka lat temu, dziś jest pokryta pięknym asfaltem. Po lewej Jezioro Butrint z farmami małży.

”Następnego ranka ruszyliśmy na tureckich koniach, które mają tę wadę, że potrafią poruszać się tylko galopem, co bywa bardzo niewygodne. Droga była w kiepskim stanie, a powóz Wezyra posuwał się wolno. Przybywszy do ruin, zatrzymaliśmy się koło chat pasterskich i murów starożytnego miasta. Wezyr wszedł do jednej z chat, gdzie przygotowano mu dywan, poduszki, kawę i fajkę. Siedliśmy, a Pasza rozpoczął rozmowę z wieśniakiem, który zdawał się być szczęśliwy i odzywał się bez onieśmielania.

Gdy tak sobie piliśmy kawę i palili, Wezyr poprosił, abym opowiedział mu o Nicopolis, jego dziejach i mieszkańcach. Kiedy skończyłem, Ali rzekł, że poznał już te fakty od innego Anglika, ale miał nadzieję, że może wiem coś więcej. Wyraził też zdziwienie, że Anglicy, na krańcu świata, wiedzą tak dużo o jego kraju.

Następnie poprosił mnie, aby wskazać miejsca, gdzie można z dużym prawdopodobieństwem znaleźć marmury i inne ciekawostki. Zacząłem mieć wątpliwości, czy aby nie zostanę na dłuższy czas – wbrew sobie – głównym archeologiem Wezyra.

Po godzinie kopania, robotnicy Wezyra znaleźli trzy kawałki marmuru, zapewne szczątki dawnego chodnika. Wezyr zadecydował, że pojadą z nim do Prevezy. Znaleziono też dwa nieszczególne medale z brązu. Wezyr ze śmiechem ofiarował mi jednego. Zostawił też trochę pieniędzy wieśniakowi, który nas gościł, i ruszyliśmy z powrotem do Prevezy.”

Na wjeździe do Ksamil, znak kempingu, co rozwiązuje nam problem dzisiejszego noclegu.

Miejsce jest fajne, tuż nad morzem, a dokładniej kanałem oddzielającym nas od wyspy Korfu. Kobieta zarządzająca interesem zna tylko albański. Szybko ściąga swoją nastoletnią córkę, która zna włoski. Niewiele okazuje się to pomocne, ale przecież to co ważne, da się ustalić przy pomocy długopisu i kawałka papieru: 40 zł za noc. W sąsiednim budynku są toalety i prysznice na przyzwoitym poziomie.

Oprócz nas jest tu tylko … jedno auto z namiotem.
Z Polski.

Rozbijamy swoje namioty, wymieniamy się wrażeniami z naszymi sąsiadami i idziemy popływać 200 metrów w stronę miasta na ogólnodostępną hotelową plażę.

”Kolejnego dnia, na pożegnanie, oprócz paszportu, dał mi jednego ze swoich ludzi, oraz prośbę, by zamówić dla niego w Wenecji 76 luster do swoich pałaców. Kiedy żegnaliśmy się, w prawdziwie emocjonalny i przyjacielski sposób poprosił mnie, abym napisał do niego czasem i powrócił, co byśmy mogli razem prowadzić wykopaliska w północnej Albanii.

Buyrouldi, czyli paszport, który Wezyr dał mi na podróż, wyrażał rozkazy od niego samego, każąc przyjmować mnie wszędzie tak, jakby to on był, i przydzielać konie kiedy tylko ich potrzebowałem, a każdy dom powinien stać dla mnie otworem. Kończył się groźbą “Jeśli nie zrobicie tego wszystkiego, ukąsi was wąż.” – pogróżka, którą świetnie rozumiano na całym obszarze pod władzą Ali Paszy.”

Przed pójściem spać zrzucam na komputer dzisiejsze zdjęcia i zapisuję wydatki: dom albański 31 zł, twierdza w Gjirokastra 24 zł, Niebieskie Oko 6 zł (jak zwykle podaję ceny za całą rodzinę). Na kuchence gazowej przygotowuje się makaron na kolację.

Od głównej drogi dzieli nas tylko rzut kamieniem. Przez godzinę dochodzi nas od tej strony melancholijny głos „Dhoooomaaaa, dhoooomaaaa…” Facet nagania wjeżdżających do Ksamil na swoją kwaterę. Nie ma dhooooomaaaaa…. Jest naaaaaamioooooooot.

Gdy zapada zmrok, dhoma cichnie. Siedzimy i wpatrujemy się w czarne morze. Co jakiś czas na horyzoncie pojawiają się światła promów Saranda-Korfu. Korfu jest na wyciagnięcie ręki, jak gigantyczny dinozaur, który wszedł do wody na nocny spoczynek.

Oczy zamykają się ze zmęczenia. Albański koniak zamienia światełka majaczące na grzbiecie Korfu w migające gwiazdki z dziecięcych bajek.

Czas pożegnać się z Alim. Gdy nowy sułtan, Muhamed II umocnił swą władzę i okrzepł, wysłał przeciw Ali Paszy armię dwudziestu tysięcy żołnierzy. Nie wiadomo jak potoczyłyby się losy, gdyby Alego nie opuścili sojusznicy, w tym nawet właśni synowie. Oszukany podczas negocjacji, Ali Pasza został zastrzelony w domu na wyspie koło Joanniny, chociaż obiecano mu tam nietykalność. Jego ścięta głowa została zabrana do Konstantynopola, by mógł się nią nacieszyć sułtan. Tam też została pochowana.


źródło: http://corfublues.blogspot.com/2012/01/ali-pasha-tepeleni.html

”Gdzie jest Ali, Ali-Lew?
Ciało w Joanninie,
Głowa w Istambule”


CIĄG DALSZY>>>

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Albania i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s