3b – Cheile Rametului (Wąwóz Ramet)

Zostawiam Torocko i ruszam ku kolejnemu celowi. Po drodze jakiś drobny wąwóz o nazwie Chelie Valisoarei.

Radio Rumunia Kultural znowu gra mi w aucie. Dziś jest o „efemerida”, „koszmar” i „elefant”. Straszno tak trochę…

Cykam zdjęcie mapy tych terenów, która jest umieszczona na przydrożnej tablicy. Widać z niej, że wąwozów (cheile) jest tutaj zatrzęsienie. Ja kieruje się do wąwozu Ramet, na mapie oznaczonego jako Cheile Rametului.

To „ul” w słowie Rametului jest odpowiednikiem angielskiego „the”. Podobnie jak macedoński czy bułgarski, ale jako jedyny romański język, rumuński ma zaimki określone (są cztery) doczepiane do końca rzeczownika. Co to jest to „ui” dodane do tego zbitka nie wiem, ale nauka rumuńskiego zapewne będzie czystą przyjemnością na dłuuuuugie wieczory. 🙂

Próbuję dojechać do wąwozu przez wiochy, ale tubylcy zaczepieni przeze mnie, mówią, że tym autem nie przejadę i każą mi jechać do głównej drogi, by potem odbić w Teius. No trudno, jak się nie da, to się nie da… Po drodze mijam skręt do miejscowości Ramet, ale nie chcę ryzykować, że przejazd stamtąd do wąwozu Ramet będzie też nieprzejezdny, więc po bożemu kieruję się na Teius i potem Stremt.

Jeszcze tylko króciutki postój w Aiud. Czuję małe wzruszenie, że wreszcie napotykam pierwszy kościół obronny – teraz wiem, że to Siedmiogród. Ten akurat niestety jest straszną ruiną, więc tylko krótki spacerek wokół, rzut oka na szczątki w środku i jadę dalej.

Zanim dotrę do wąwozu, zatrzymuję się przy monastyrze Ramet.

Całkiem ładnie położony w dolinie u podnóża skał.

Jest tu małe muzeum. Cisza, chłodek kamiennych ścian…
Już, już osiągam stany wyższego skupienia, gdy obok przechodzi stary dziadek popierdując sobie radośnie.

Naładowawszy się jego spontanicznością, napełniwszy butelki z wodą (sporo schodzi, bo nadal upał), docieram do dużego schroniska, albo z racji wielkości bardziej hotelu, Cabana Ramet. Zabieram się do studiowana kolejnej mapy przed hotelikiem.

Trochę nie wiem co robić: czy zostawić tu auto i podejść do wąwozu, czy jeszcze pchać się samochodem. Droga zamienia się bowiem na szutrówkę i nie wiadomo jak się sprawa potoczy. Z mapy wynika, że do wąwozu jeszcze 4 kilometry. Postanawiam zaryzykować przejazd autem. (Oznaczyłem to żółtymi kropkami na tej mapie – może komuś się te informacje przydadzą.)

Szutrówka okazuje się całkiem przyjazna i docieram do miejsca gdzie się kończy. Stoi tam już jedno auto. Reszta na nóżkach.

Cheile Rametului (wąwóz Ramet)

Ktoś sobie zaplanował tu dłuższy wypoczynek na leżaczku, ale ludzi prawie w ogóle:

I ten przyjemny chłodek od strumyczka… Bosko…

No i dochodzi do tego, że trzeba się posuwać po metalowych klamrach. Jedne są pod nogami, a drugie u góry na ręce:

Czasami czeka nas przeprawa na czworaka:

Są momenty, że jest trochę nieswojo i tajemniczo:

Miejsce do spania:

… dla niedźwiedzia oczywiście.

Jest bardzo, bardzo fajnie, ale wiem, że najefektowniejsze wciąż przede mną.

I oto jest: na końcu majaczy skalna brama, dla której tu przyszedłem:

Brama jest całkiem spora, na wysokość dwóch TIR-ów. W głębi, jak się dobrze popatrzy można dostrzec dziewczynę siedzącą po jej drugiej stronie:

A dalej też wygląda to bardzo interesująco:

Spotykam faceta, który mówi mi po angielsku, że daleko już nie dojdę.
On sam się
zmoczył,
urypał w nogę
i ma już dość.

A szlak powoduje wydzielanie się coraz większych ilości adrenaliny – klamry u góry zastąpiła lina i niektóre miejsca trzeba pokonać odchylając się w kierunku strumienia:

Kamyczek do sforsowania:

Kamyczek udało mi się sforsować, ale tu niespodzianka! Trzeba się przeprawić na drugą stronę!
Ściągam buty, skarpetki, podwijam dżinsy i do wody!

O, ku…a! Jak się uje…em w palec u nogi!!!

Do tego częściowo przewróciłem i zmoczyłem…

Duży palec krwawo-sino-fioletowy. Jak pamiątka z rzeźni.
Otoczak rules.

A do tego okazuje się, że chociaż klamry nadal są, to linę ktoś urwał
Aby posunąć się dalej, trzeba by wejść do lodowatej wody po pas i brodzić tak przez kilka metrów.
Nie, ja dziękuję. Wracam.

Ale co to?! Czy ja z tego bólu halucynuję?! To są zakonnice?!:

A owszem, to są zakonnice!
Gdy docierają się do mnie, pytają mnie o dalszą drogę.

No to im mówię:
ja sam się
zmoczyłem,
urypałem w nogę
i mam już dość.

Dwieście metrów dalej zaczepia mnie kobieta w średnim wieku i coś świergocze po rumuńsku. „English?” – pytam. Ta pokazuje, że córka mówi. Patrzę więc na córkę i dębieję: dziewczyna jest identyczna, dosłownie identyczna jak ex-żona moja kumpla. Chciałbym jej powiedzieć „Hej, Natalia, co jest, nie poznajesz mnie?!” Po chwili uzmysławiam sobie, że jest identyczna, ale w cofnięciu o jakieś 20 lat, co nie zmienia faktu, że jestem tym podobieństwem wstrząśnięty. Ledwo dociera do mnie jej pytanie … czy widziałem może dwie zakonnice.

– Oczywiście – odpowiadam – według wszelkiego prawdopodobieństwa
zmoczyły się,
urypały w nogę
i mają już dość.

Auto stoi tak jak stało. Nawet trochę się zastanawiam czy nie zostać tu na noc, ale żal mi tych godzin, które zostały do zmroku. Mała kolacyjka, potem robię z zapałki wykałaczkę (mistrz survivalu – kolejny stopień wtajemniczenia), mycie i jedziemy dalej!

Wąwóz zepsuł mi moje dzisiejsze dzienne spalanie z 4,3 do 4,7 litra ON na 100 km, ale auto spisuje się ok. Jest za to okryte kurzem jak czort. Szmatką trochę poprawiam mu make-up i wracając koło klasztoru Ramet, ponownie uzupełniam wodę.

Wrażenie robią na mnie dwa, przywiązane do kranu, kubki. Ile ludzi z nich pije dziennie?! Czy wiara w cuda chroni przed bakteriami i wirusami? Dwa kubki – wyzwanie rzucone higienie i mikrobiologii. (Ewentualnie zwykła głupota.)

Radio Rumunia Kultural: „Imagine” Lennona – świat bez bogów, ludzi, ras, podziałów, a potem – a gdzieżby inaczej! – rzewne „Nathalie” Gilbert Bécaud ([url]http://youtu.be/TilQ8BIHisw[/url]) …

Nie, na pewno Natalia nie miała ani bliźniaczki, ani córki…

Czasami otwiera się okno, przez które z przyjemnością wchodzimy do nieracjonalnego świata, skąd szybko wykopią nas przez drzwi twardej logiki i prawdopodobieństwa.

ZAPEWNE BĘDZIE KONTYNUOWANE, CHOĆ KTO TO WIE NA PEWNO…

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Rumunia i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „3b – Cheile Rametului (Wąwóz Ramet)

  1. KondzikS pisze:

    Będę w wąwozie za tydzień, dzięki za relację, przydały się zwłaszcza wskazówki dojazdu 🙂 Fajnie jeśli chciałoby Ci się dokończyć relację z Rumunii 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s